Piąta część serii, często wyszukiwana jako Niezniszczalni 5, budzi dziś więcej pytań niż pewnych odpowiedzi. Najważniejsze jest to, że wokół filmu krąży sporo plotek, ale oficjalnych konkretów wciąż jest niewiele, więc warto od razu oddzielić fakty od internetowych skrótów myślowych. Poniżej porządkuję temat tak, by od razu było jasne, co naprawdę wiadomo o projekcie, dlaczego marka po czwórce znalazła się na zakręcie i co musiałoby się zmienić, żeby ewentualny powrót miał sens.
Najważniejsze informacje na start
- W 2026 roku nie ma oficjalnej daty premiery ani potwierdzonego startu zdjęć do kolejnej części.
- W listopadzie 2025 Lionsgate przejęło prawa do rozwijania przyszłych filmów i wersji telewizyjnych serii, więc temat nie jest zamknięty.
- Czwarta odsłona zarobiła około 37,9 mln dolarów na świecie przy budżecie 100 mln, co mocno studzi oczekiwania wobec następcy.
- W sieci krąży dużo fanowskich trailerów i starych plotek, które są sprzedawane jak świeże newsy.
- Jeśli nowy film powstanie, musi być prostszy i ostrzejszy w konstrukcji niż poprzednik.
Co dziś naprawdę wiadomo o piątej części serii
Na ten moment najuczciwsza odpowiedź brzmi: projekt jest możliwy, ale nie jest oficjalnie uruchomiony. Jak podał Screen Daily, Lionsgate przejęło prawa do rozwijania przyszłych filmów i wersji telewizyjnych marki, ale taki ruch otwiera drzwi, a nie stawia ekipę na planie. To ważne rozróżnienie, bo prawa do franczyzy nie oznaczają automatycznie scenariusza, obsady ani harmonogramu produkcji.
W praktyce oznacza to trzy rzeczy. Po pierwsze, nie ma pewnej daty wejścia na plan. Po drugie, nie ma potwierdzonej listy obsady. Po trzecie, każda konkretna data pojawiająca się w social mediach powinna być traktowana jako spekulacja, dopóki nie poda jej studio albo wiarygodny branżowy serwis. Ja zawsze sprawdzam właśnie ten moment graniczny między rozmowami o projekcie a realną produkcją, i tutaj seria wciąż stoi po stronie rozmów.
- Nie ma oficjalnej daty premiery.
- Nie ma publicznie ogłoszonego castingu.
- Nie ma potwierdzonego startu zdjęć.
To właśnie ta próżnia informacyjna nakręca kolejne fale plotek, więc warto wiedzieć, skąd one się biorą, zanim uwierzy się w kolejny „pewny” powrót gwiazd.

Jak zmieniał się apetyt widzów na serię
Według Box Office Mojo wyniki kolejnych części pokazują bardzo wyraźną krzywą zainteresowania. To nie jest tylko historia pieniędzy, ale też historia tego, jak zmienia się apetyt na kino akcji oparte na nostalgi i gwiazdach.
| Część | Rok | Światowy box office | Co to mówi o serii |
|---|---|---|---|
| The Expendables | 2010 | 274,5 mln dolarów | Mocny start, świeża idea i efekt spotkania ikon kina akcji. |
| The Expendables 2 | 2012 | 315,0 mln dolarów | Szczyt popularności i najlepszy wynik całej marki. |
| The Expendables 3 | 2014 | 214,7 mln dolarów | Wciąż solidnie, ale już wyraźnie widać zmęczenie formułą. |
| Expend4bles | 2023 | 37,9 mln dolarów | Mocny sygnał, że sama marka nie wystarcza do przyciągnięcia widzów. |
Z mojego punktu widzenia ta tabela mówi wszystko, co trzeba. Seria zaczęła się jak popkulturowy fresk złożony z gwiazd, broni i cytatów z kina VHS, potem stała się testem, ile nazwisk można zmieścić na jednym plakacie, a później zderzyła się z bardzo prostym pytaniem: czy za tym wszystkim stoi jeszcze film, czy już tylko marka? Odpowiedź na to pytanie zdecyduje też o sensie kolejnej odsłony.
Właśnie dlatego ewentualny powrót nie może być tylko większy. Musi być bardziej uporządkowany, bardziej czytelny i mniej przypadkowy, a to prowadzi wprost do kwestii formuły.
Dlaczego piąta odsłona musiałaby zmienić kurs
Gdy film akcji działa, działa jak dobrze skomponowany obraz: ma wyraźny punkt ciężkości, czytelną perspektywę i rytm, który prowadzi wzrok. Gdy się rozsypuje, widz dostaje hałas zamiast napięcia. W tej serii problem nigdy nie polegał na braku hałasu, tylko na tym, że z czasem coraz trudniej było wyczuć, co naprawdę jest centrum sceny.
Mniejsza obsada, większa czytelność
Im więcej postaci, tym łatwiej zgubić emocjonalny rdzeń historii. Sam ensemble cast, czyli obsada zespołowa, nie jest problemem, ale musi być zbudowany z sensem, a nie z listy życzeń. Jeśli film ma wrócić, lepiej, żeby miał kilka mocnych twarzy i jeden wyraźny cel, niż dwie tuziny nazwisk i rozmytą fabułę.
W scenach akcji liczy się też geografia akcji, czyli to, czy widz rozumie przestrzeń walki: kto jest gdzie, skąd nadchodzi zagrożenie i jak ruch prowadzi do kulminacji. Kiedy montaż zasłania tę logikę, nawet najlepszy kaskaderski pomysł traci ciężar. Dlatego uważam, że nowa część potrzebowałaby nie tyle większego budżetu, ile lepszej dyscypliny inscenizacyjnej.
Przeczytaj również: Z kim jest Margaret? Odkryj jej związek z Piotrem KaCeZetem
Krótszy metraż nadal działa lepiej
Pierwsze dwa filmy trzymały się w okolicach 103 minut. Trzecia część rozciągnęła się do 126 minut, a czwarta wróciła do około 103 minut. Ten układ jest pouczający: sama długość nie ratuje materiału, ale zbyt długie rozwlekanie zwykle odbiera serii energię. Jeśli nowy film ma zadziałać, powinien być bardziej skoncentrowany niż rozgadany.
Warto też pamiętać o kategorii R, czyli filmie kierowanym do dorosłych widzów. Ta marka najlepiej oddycha, kiedy może być ostra, brudna i bez przesadnego wygładzania przemocy. Nie chodzi o szok dla samego szoku, tylko o to, by stunt choreography, czyli układ kaskaderski, miała wagę, a nie wyglądała jak odhaczanie kolejnych wybuchów. Taki powrót ma sens tylko wtedy, gdy twórcy rozumieją, że spektakl powinien być precyzyjny, a nie tylko głośny.
Skoro wiadomo już, jakiej korekty potrzebuje sama forma, zostaje najgorętsze pytanie: kto w ogóle miałby w tym wszystkim wrócić.
Kto miałby największy sens w obsadzie
Gdyby projekt faktycznie ruszył, naturalnym punktem wyjścia jest Jason Statham. To on przejął ciężar serii po czwartej części i to on ma dziś największą siłę, by utrzymać uwagę widzów. Sylvester Stallone, który wcześniej mówił o swoim pożegnaniu z Barneyem Rossem, nie jest obecnie pewniakiem, a jego ewentualny powrót trzeba traktować jako możliwość, nie fakt. Dolph Lundgren i Randy Couture nadal mają sens jako rozpoznawalny rdzeń zespołu, ale wszystko zależy od tego, czy studio wybierze bardziej kameralny kierunek, czy jeszcze jedną rozdmuchaną paradę gościnnych występów.
- Jason Statham jest dziś najbardziej logicznym filarem ewentualnego ciągu dalszego.
- Sylvester Stallone nie jest oficjalnie potwierdzony, a jego powrót zależałby raczej od funkcji symbolicznej niż głównej.
- Dolph Lundgren i Randy Couture to sensowne ogniwa, jeśli zespół ma pozostać rozpoznawalny.
- Nowe twarze są potrzebne tylko wtedy, gdy wnoszą styl, charakter i realną energię, a nie sam efekt plakatu.
Nazwiska, które przewijają się w fanowskich składankach, od Dwayne'a Johnsona po Jackie Chana, nie mają dziś oficjalnego potwierdzenia. To ważne rozróżnienie, bo internet bardzo lubi sprzedawać marzenie o obsadzie jako gotowy fakt, a potem rozczarowanie przypisywać samemu filmowi, choć problemem był tylko szum.
Żeby nie dać się wciągnąć w taki chaos, warto znać kilka prostych zasad czytania tej franczyzy.
Jak odróżnić realną zapowiedź od internetowego szumu
Jeśli chcesz śledzić temat bez wpadania w pułapkę klikbajtów, patrz na trzy rzeczy: źródło, etap produkcji i spójność informacji. Prawdziwa zapowiedź prawie zawsze mówi jednocześnie o reżyserze, scenariuszu, studiu i dacie startu zdjęć. Wokół tej serii takie pakiety informacji wciąż się nie pojawiły, więc ostrożność jest tutaj po prostu zdrowym odruchem.
- Sprawdzaj, czy informacja pochodzi z oficjalnego komunikatu studia albo dystrybutora.
- Porównuj news z kilkoma branżowymi serwisami, a nie tylko z jednym viralowym wpisem.
- Zwracaj uwagę, czy padają konkretne nazwiska przy rolach, a nie tylko lista życzeń.
- Oddzielaj etap „rozmów o projekcie” od etapu „zdjęcia ruszają”, bo to dwie zupełnie różne rzeczy.
Dla mnie najrozsądniejsze czytanie tej marki jest proste: piąta część może kiedyś powstać, ale dopóki nie ma oficjalnego startu, traktuję ją jako projekt w zawieszeniu, nie jako gotowy film. To uczciwsze wobec czytelnika i znacznie mniej podatne na internetowy hałas.
Jeśli temat wróci z realną datą, konkretną obsadą i pierwszym oficjalnym materiałem, wtedy będzie sens mówić o nowym rozdziale bez zastrzeżeń. Na dziś najcenniejsze jest chłodne rozróżnienie między marką, która wciąż ma potencjał, a filmem, który dopiero musi sobie ten potencjał zasłużyć.